Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do ostatniego programu „Warto rozmawiać” z ostatniego wtorku, poświęconego nad wyraz tajemniczej postaci Tomasza Turowskiego. 

Jan Pospieszalski świetnie poprowadził rozmowę, w ramach której mogliśmy być świadkami prezentacji czterech rodzajów reakcji na działalność super-agenta Turowskiego.
 
Zacznijmy od prof. Iwińskiego, który starał się ze wszystkich sił rozmydlić rozmowę, sprowadzić ją na manowce poprzez mnożenie wątków i przerywanie wypowiedzi innym rozmówcom. Merytorycznie nie wniósł nic, ale intuicyjnie wiedział, że trzeba bronić fachowości bohatera programu, która przecież powinna znaleźć zastosowanie w każdym czasie. Dowód na dobrą starą szkołę partyjną. Doskonale dopisał się do wypowiedzi Siemiątkowskiego z materiału filmowego, która dość jasno przypomniała, która racja stanu była (i niestety jest) dla Polski absolutnie nadrzędna.
 
Kolej na dr Grzegorza Kostrzewę-Zorbasa, byłego dyplomatę i obecnie członka Zespołu Doradczo-Konsultacyjnego Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie RP. Tu już widać było współczesną wersję dawnej szkoły. A jakże, dr Kostrzewa-Zorbas odciął się od wypowiedzi prof. Iwińskiego zarzucając mu tkwienie w dawnym myśleniu. Super. Dalej było równie elokwentnie  i pięknie, czyli o tym, że trudno jednoznacznie ocenić postawę agenta oraz że – jeśli został przez obecne MSZ wykorzystany do przygotowania wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, to znaczy, że osobę Turowskiego uznano za przydatną. Członek Zespołu Doradczo-Konsultacyjnego Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie RP (ta funkcja ma w tym kontekście pierwszorzędne znaczenie) dystansował się od jednoznacznych wypowiedzi i można było odnieść wrażenie, że nie do końca popiera „użycie” Turowskiego w kwietniu 2010 roku.
 
I o takie wrażenie dokładnie chodziło, bo przecież w obliczu zasygnalizowanego słowem i czynem przez Bronisława Komorowskiego kierunku marszu ku Rosji, w który to kierunek działalność i walory Turowskiego idealnie się wpisują, trudno jest sądzić, że Belweder ma krytyczny stosunek do naszego super-agenta.
Profesor Andrzej Zybertowicz bardzo emocjonalnie, ale i trafnie zdefiniował działalność agenta w kontekście porzucenia myślenia o polskiej racji stanu, i we właściwych momentach przypominał o tym zarówno przedstawicielowi starej, dobrej szkoły z czasów PRL, jak też obecnej mutacji tychże poglądów. 
 
Największe wrażenie zrobił jednak Cezary Gmyz, dziennikarz śledczy „Rzeczpospolitej”. W chwilach, kiedy nie brał udziału w rozmowie, widać było śmiertelną wręcz powagę. Wygląda na to, że Cezary Gmyz wie na tyle dużo na temat naszego dzielnego speca od zamachu na Jana Pawła II i od przygotowania wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, że wiedza ta uzasadnia jego spokojne przerażenie. Nie mówił wiele, co było zasługą „wrzutkowego” i „rozprowadzającego” (przepraszam rozpraszającego) z lewej, ale to co powiedział i to, jakie sprawiał wrażenie w zupełności wystarczyło. Chyba nie trzeba dodawać, że Cezary Gmyz nie należy do ludzi, którzy mogą spać spokojnie (z powodu posiadanej wiedzy).
 
W ten sposób mieliśmy przed oczyma czasy PRL-u, obraz  maskowanej transformacji ustrojowej, i sytuację ludzi, którzy wszelkimi siłami starają się dojść z tym do ładu, ratować pojęcie honoru, polskiej racji stanu i podstawowych zasad postępowania. Bądźmy z nimi Solidarni!
 
Świetnym podsumowaniem szkicu tajemniczej postaci Turowskiego była puenta prowadzącego program Jana Pospieszalskiego dotycząca roli wyżej wymienionego agenta w zamachu na JP2 i „wypadku” pod Smoleńskiem – „Po owocach ich poznacie”.  I to by było na tyle.
 
Jamci
 
Przedruk za zgodą autora